"Miłość, tyś jako leśne ptaszę"* - próba Orkiestry Dętej Pruszkowianka 19 sierpnia 2025

„Miłość, tyś jako leśne ptaszę” – tak śpiewał nasz Kapelmistrz, kiedy ćwiczyliśmy „Habanerę” z „CarmenBizeta. Ale wiecie, ja bym to zmienił na „Miłość, tyś jako orkiestra dęta” – bo to wieczna walka z materią, potem i… nieprzerwanymi powtórkami! Ostatnie spotkanie, 19 sierpnia, było właśnie taką walką.

Kapelmistrz walczy nie tylko z nutami

Kiedy Maestro Adam wszedł na salę, od razu w oczy rzucił się jego temblak na lewej ręce. Miał go też na poprzedniej próbie.

– Jak ręka, Maestro? – zapytał ktoś z orkiestry.

Odpowiedź była krótka i smutna:

– Będzie operacja.

Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.

– Kiedy? – zapytałem.

– Jeszcze nie wiadomo, ale może być szybko. Obawiam się, że opuszczę kilka występów.

Rafał rzucił w eter pytanie, które siedziało w głowie każdego z nas:

– Jubileusz nie jest zagrożony?

– Wydaje się, że nie, do października powinno być okej – uspokoił nas Adam, ale w jego głosie czuć było przygnębienie. Do siebie mruknął: – Ciężko będzie dyrygować jedną ręką.

Ale po chwili wziął się w garść i oznajmił:

– Zaczynamy!

Nowe twarze, stare wyzwania

Na tej próbie powitaliśmy dwie nowe twarze: Julię, która gra na eufonium, oraz Kornelię, która po przerwie wraca do nas, by uczyć się grać na waltorni. Życzę im dużo wytrwałości, bo wiem, że na początku jest trudno. Muzykowanie to nie tylko pasja, ale i obowiązek.

Bycie muzykiem to jak bycie sportowcem – forma, którą zdobywamy godzinami ćwiczeń, może zniknąć w mgnieniu oka. Dzień przerwy to dwa dni pracy. Dwa dni przerwy to cztery dni do nadgonienia. Ale właśnie dlatego warto! Kiedy robimy to razem, nasza pasja staje się jeszcze silniejsza.

To też idealny moment, by przypomnieć, że Orkiestra Dęta Pruszkowianka wciąż rekrutuje i uczy gry na instrumentach! Jeśli czujesz, że muzyka gra ci w duszy, to idealne miejsce dla ciebie.

Publiczna premiera mojego bloga 

Po rozgrzewce Maestro Adam ogłosił z uśmiechem:

– Mianowałem kronikarza orkiestry! Od dziś jest nim Arek!

Dodał też, że właśnie dlatego powstał ten blog – by dokumentować nasze wzloty, upadki i wszystkie zabawne momenty.

– Można go zobaczyć i przeczytać pod adresem https://orkiestra-pruszkowianka.blogspot.com/.

Chwilę później wysłałem na naszą grupową konwersację na Messengerze link do mojego bloga „Pruszkowianka gra! – Kronika Dęta”. To był wielki moment! Oficjalna premiera mojego dziennika.

Barokowa „orka”

Głównym punktem próby były przygotowania do koncertu jubileuszowego. Po raz kolejny ćwiczyliśmy „You Raise Me Up” z solówką Karoliny. Maestro podkreślał, że to nie tylko ćwiczenie dla zespołu, ale też „otrzaskiwanie” naszej utalentowanej solistki z tremą.

Potem nadszedł czas na prawdziwe wyzwanie – „Sonatę na trąbkę solo” Baldassariego, a solistą był nasz wszechstronnie utalentowany Michał, czyli Misiek.Sonatę graliśmy razem po raz pierwszy, choć Misiek już ją prawie opanował. Niestety był to zderzenie ze ścianą. Utwór barokowy o gęstej fakturze, gdzie różne głosy przeplatają się i naśladują. Dużo drobnych wartości rytmicznych. Trudno znaleźć miejsce na wzięcie oddechu. Nigdy czegoś takiego nie graliśmy jako orkiestra. To zupełnie inna bajka, niż dotychczasowe utwory.

Zaczęła się więc "orka". Jeszcze raz i jeszcze raz. Maestro daje liczne uwagi muzykom i soliście.

– Tuuuubyyy, jesteście za ciężcy. Muszę włączyć metronom. - dobitnie oznajmił Kapelmistrz.

– Może nie są z nas piórka, ale bez przesady. Trzeba ważyć trochę, aby samemu dźwigać 7,5 metra rur z mosiądzu o wadze ok. 10 - 11 kg. To chyba nie oto chodziło. - podsumowałem w kierunku kolegi Darka - tubisty.

– Czy za ciężcy, oznacza, że gramy za wolno? – zapytałem nieśmiało.

– Tak - odpowiedział Maestro.

Teraz byliśmy już jak Komisarz Ryba w Kilerze: jak bulteriery! Jak wściekłe byki, jak chrabąszcze, jak gajowi, jak Tommy Lee Jones w "Ściganym"! Byliśmy szybkimi mistrzami ósemek w tym barokowym basso continuo. Tak nastała przerwa! Uff...

Coś nam jeszcze nie grało...

Po przerwie wzięliśmy się ponownie za bary z kobietą o imieniu Carmen, co śpiewała "Habanerę" napisaną przez niejakiego Georgesa Bizeta. Maestro Adam rzucił celną uwagę:

– "Habanera", to jest "Bolero" Ravela, ale bez tego wszystkiego, co stanowi, że jest Bolerem, czyli narastającej przez cały utwór dynamiki, zmieniających się instrumentów lub ich zestawów przy każdym przejściu tematu. Zostaje ta sama energia, ten sam puls.

Kiedy skończyliśmy, Kapelmistrz niespodziewanie powiedział:

– Idźcie, próba skończona!

Wszyscy byli w szoku.

– Jak to? Już! – rozległy się głosy niedowierzania.

– Zagrajmy coś jeszcze!

Maestro uśmiechnął się i „zastrzelił” nas słowami:

– W takim razie wyciągnijcie nuty „Piosnki Broni”!

Tego się nie spodziewaliśmy. To jeden z najtrudniejszych utworów, który pochłonął najwięcej czasu i potu na poprzedniej próbie.

I wiecie co? Szło przyzwoicie. Niestety członkowie zespołu, których nie było ostatnio, musieli uzupełnić notatki na swoich nutach dotyczące sposobów wykonania, fermat, zwolnień itd. Bez tego po prostu się nie uda ogarnąć tego utworu. Tu Mistrz uraczył nas opowieścią o swoim znajomym.

– To był człowiek z genialną pamięcią. Nic nie zapisywał, bo miał wszystko w głowie. Jego nuty były zawsze tak czyste jakby zeszły z maszyny drukarskiej. – zakończył.

Próba dobiegła końca około 21:30. Byliśmy wykończeni, ale szczęśliwi. Bo każda próba to kolejny krok, który przybliża nas do czegoś pięknego – do wspólnego muzykowania. I o tym właśnie jest ten blog. 
Wasz kronikarz, Arek.
_________________________________________________________
Fragment z opery Carmen, muzyka Georges Bizet, słowa i libretto Henri Meilhac i Ludovic Halévye, tłumaczenie Adama Grzymały-Siedleckiego. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dęta Majówka w Regułach: Relacja z Pikniku Integracyjnego Pruszkowianki

Mało nas, mało nas Do pieczenia chleba, Tylko nam, tylko nam Ciebie tu potrzeba! Relacja z próby 10 kwietnia 2026 r.

"Summertime - to jest letnia pora, Słońca blask okala nas"* - próba Orkiestry Dętej Pruszkowianka 22 sierpnia 2025