Bez sceny, bez prądu, w samym centrum Odysei – wywiad z naszymi wysłannikami
24 stycznia 2026 roku o godzinie 16:00 hala widowiskowo-sportowa w Maszewie Dużym przy ul. Sportowej 7A stała się areną niezwykłego widowiska muzyczno-wizualnego pod tytułem „2026 Odyseja kosmiczna”. Wydarzenie to stanowiło trzecią odsłonę popularnego cyklu „Wieczór w kinie”, organizowanego przez Gminną Orkiestrę Dętą Stara Biała we współpracy z Orkiestrą Dętą Państwowej Szkoły Muzycznej w Płocku. Założeniem koncertu była fantastyczna podróż przez muzykę z kultowych filmów science-fiction, takich jak „Gwiezdne Wojny”, „Star Trek”, „E.T.” czy „Superman”, a inspiracją stał się poemat symfoniczny Richarda Straussa „Also sprach Zarathustra”. Koncert charakteryzował się unikalną formą – zrezygnowano z klasycznej sceny, nagłośnienia i typowych reflektorów, stawiając na surowe, akustyczne brzmienie. W tym prestiżowym projekcie gościnnie wystąpiła reprezentacja Orkiestry Dętej Pruszkowianka: Maestro Adam Malcherek, Janek, Julia oraz Bartek.
![]() |
| Autorka zdjęcia: Małgorzata (kornet) |
Arek: Maestro, zacznę od Ciebie. Jako kapelmistrz zazwyczaj stoisz przed orkiestrą z batutą, a tym razem usiadłeś w sekcji „grubych rur” obok swoich uczniów. Jakie to uczucie zamienić na ten jeden wieczór rolę dyrygenta na rolę instrumentalisty?
Adam: Podczas prób Orkiestry Dętej Pruszkowianka, zwłaszcza na etapie czytania nowych utworów, dosyć często gram z orkiestrą, z różnymi sekcjami, wspierając ich umiejętności, przyspieszając w ten sposób przyswajanie tekstu muzycznego. Dodatkowo pracuję z sekcją "grubych rur", czyli sakshornów, tub, a ostatnio także puzonów i waltorni, również grając. Gram także z Orkiestrą Junior podczas jej prób, więc siedzenie i granie razem z uczniami nie stanowi żadnego problemu, więcej, daje radość z granych przez nich melodii.
Arek: Julia, dołączyłaś do orkiestry stosunkowo niedawno. Czy występ w tak widowiskowym projekcie był dla Ciebie najbardziej emocjonującym momentem w dotychczasowej przygodzie z muzyką?
Julia: Istotnie dopiero kilka miesięcy temu dołączyłam do Orkiestry Dętej Pruszkowianka, ale miałam okazję uczestniczyć już w kilku różnych występach. Każdy z nich był coraz bardziej ciekawy i ekscytujący. Kiedy wystąpiłam razem ze wszystkimi na uroczystości 15-lecia Orkiestry, myślałam, że to już jest mega doświadczenie. A jak się okazało, możliwość uczestniczenia w przygotowaniach, a później w występie w Odysei Kosmicznej 2026 przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Poznałam kilkadziesiąt nowych fajnych osób, a kiedy dowiedziałam się, że całość imprezy będzie prowadził Pan Grzegorz Dębski, wiedziałam, że wrócę z niezapomnianymi wrażeniami i całym plecakiem doświadczeń. Kilka godzin dziennie spędzonych na próbach nie było łatwe, ale pomoc bardziej doświadczonych kolegów eufonistów – Pana Adama i Bartka, niezwykle ułatwiła mi pracę. Wszystko to złożyło się na niesamowite przeżycie, jakim była Odyseja Kosmiczna 2026.
Arek: Janek, Ty reprezentowałeś sekcję kornetów. Muzyka z filmów science-fiction jest znana z bardzo wymagających partii instrumentów blaszanych – który z tych kosmicznych tematów był dla Ciebie największym wyzwaniem?
Janek: Saga - bo długa i wysokie dźwięki.
Arek: Bartek, eufonium w „Pruszkowiance” wspiera niższe partie. Co sprawia, że to właśnie brzmienie „grubych rur” tak dobrze pasuje do epickich motywów filmowych?
Bartek: Eufonium pełni w orkiestrze wiele istotnych funkcji. Jego aksamitna i stopliwa barwa służy do oktawowego wspierania zarówno wyższych, jak i niższych rejestrów. W zestawieniu z trąbkami pozwala uzyskać pełniejszy, bardziej nasycony dźwięk, natomiast przy współpracy z saksofonami czy puzonami nadaje całości łagodności. Instrument ten potęguje siłę tub, waltorni i klarnetów – szczególnie w przypadku tych ostatnich, którym dodaje głębi w dolnych partiach, nie narzucając się przy tym nadmiernie. Kluczową rolą eufonium jest dopełnianie kolorytu zespołu bez wychodzenia na pierwszy plan. Wykorzystywane solowo, zachwyca słodyczą i delikatnością, a gdy cała sekcja uderzy w pełnym akordzie, słuchacz ma wrażenie, jakby otwierały się niebiosa.
Arek: Julia, Wasz instrument należy do grupy o „miękkim brzmieniu”. Jak odnalazł się w aranżacjach mających oddać klimat dalekiego kosmosu?
Julia: Co do mojego instrumentu to wcześniej nie miałam okazji do grania dźwięków jakie były potrzebne w tych filmowych aranżacjach. Warsztaty pozwoliły mi wiele się nauczyć dzięki czemu mam nadzieje, że eufonia były dobrze słyszalne na widowni. To nie były łatwe nuty, ale myślę, że daliśmy radę.
Arek: Adamie, koncert odbył się bez nagłośnienia i klasycznej sceny. Jak Twoim zdaniem taka surowa forma wpłynęła na brzmienie instrumentów w tak dużej hali?
Adam: Hala Sportowa w Maszewie Dużym nie jest klasyczną halą sportową, ponieważ w procesie jej projektowania i wykonania pomyślano o akustyce, więc zasadniczo gra się w niej jak w studio. Brak klasycznej sceny okolonej kulisami utrudnia wysłyszenie wszystkich głosów i niuansów wewnątrz orkiestry, i tutaj ogromnie trudne zadanie stoi przed dyrygentem, który jest jedynym spajającym całość elementem, by całość zabrzmiała jak należy. Najwyższych lotów umiejętności Grzegorza Dębskiego oraz bardzo duże zaangażowanie członków Orkiestry dało koncert oszałamiający słuchaczy swoją jakością.
Arek: Julia, wspominałaś o wyjątkowej oprawie wizualnej. Co zrobiło na Tobie największe wrażenie „od środka”?
Julia: Największe wrażenie wywarła na mnie ilość promieni świetlnych przecinających powietrze sali nad naszymi głowami. Ich szybkość i mnogość kolorów robiła barwne show. Pomimo tak ładnego pokazu świateł, nie bardzo miałam czas na oglądanie, bo mieliśmy naprawdę dużo grania.
Arek: Janku, w Maszewie Dużym profesjonalna adaptacja akustyczna hali kosztowała niemal milion złotych. Czy jako kornecista czułeś różnicę w komforcie grania w porównaniu do innych sal?
Janek: Nie grałem wcześniej na hali, więc nie wiem.
Arek: Bartek, wykonanie utworów takich jak „Also sprach Zarathustra” wymaga ogromnej precyzji. Czy te wspólne przygotowania wymagały od Was zmiany dotychczasowych nawyków?
Bartek: Cytat muzyczny z Also sprach Zarathustra nie jest trudnym utworem. Jest to przykład jak za pomocą prostych akordów można zbudować kawał muzyki z dużą ilością ekspresji i emocji. Zabawa harmonią i dynamika pokazuje kunszt kompozytora, że tak naprawdę nie potrzeba dużo, żeby utwór był kompletny. Problem zaś polega na tym, że nikt nie zna całego dzieła tylko to parę taktów z początku.
Arek: Maestro, jak podsumujesz poziom artystyczny współpracy z Mistrzami Europy i Polski ze Starej Białej?
Adam: Współpraca z Gminną Orkiestrą Stara Białą, ale także z Orkiestrą złożoną z uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. Karola Szymanowskiego oraz Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Paciorkiewicza, które wspólnie były głównymi bohaterami tego wydarzenia, zaowocowała w tym roku wyjazdem kilku członków Orkiestry Dętej Pruszkowianka do Płocka na warsztaty muzyczne, których zwieńczeniem był wspomniany koncert. Po raz drugi wystąpiłem w takim projekcie w dwóch rolach: jako muzyk orkiestry, ale także, a właściwie przede wszystkim jako instruktor przygotowujący sekcję eufonium do koncertu. Do Płocka, a potem do Maszewa, pojechało trzech członków Pruszkowianki: Janek grający na kornecie, oraz Julka i Bartek grający, podobnie jak ja, na eufoniach. Janek, na co dzień mój uczeń, musiał stanąć ramię w ramię z uczniami płockich szkół muzycznych oraz muzyków ze Starej Białej, było nie było, uczestnikami i laureatami Mistrzostwa Świata, Europy i Polski, ale, wg nauczyciela prowadzącego, braki w doświadczeniu nadrabiał pracowitością i systematycznością. Reasumując, artystycznie? Inna galaktyka! Każde spotkanie z tą orkiestrą i jej kapelmistrzem (...) jest wspinaniem się na niekończącej się drabinie prowadzącej do doskonałości.
Arek: Bartek, na koniec krótkie pytanie – jak płocka publiczność przyjęła reprezentację „Pruszkowianki”?
Bartek: Ciepło i serdecznie.
Arek: Janku, a jak Ty się czujesz po tym występie? Czy to doświadczenie wpłynęło na Twoją pewność siebie jako muzyka?
Janek: Udział w tak dużym projekcie był dla mnie nowym doświadczeniem. Podobało mi się.
![]() |
| Autorka zdjęcia: Małgorzata (kornet) |
Arek: Dziękuję Wam za rozmowę. Wygląda na to, że nasza reprezentacja udowodniła w Maszewie, iż dla Pruszkowianki nawet kosmos nie jest granicą.
Adam: Dokładnie. A teraz czas wrócić na ziemię... i znów zamienić galaktyczne wizje na codzienne ćwiczenia, by nasze „grube rury” wciąż zachwycały tą słodyczą i głębią, o której wspominał Bartek, niezależnie od tego, czy gramy w Maszewie, czy u nas w Pruszkowie.


Komentarze
Prześlij komentarz