Muzyczna dawka dobra: Relacja z Koncertu w Światowy Dzień Chorego
11 lutego 2026 roku o godzinie 18:00, nasza Orkiestra wraz z sekcją Doboszy miała zaszczyt wystąpić z wyjątkowym koncertem karnawałowym z okazji Światowego Dnia Chorego. Wydarzenie odbyło się w klimatycznej sali widowiskowej Pałacyku nad Utratą, znajdującym się na terenie Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia im. prof. Jana Mazurkiewicza w Pruszkowie. Ten zabytkowy kinoteatr z 1929 roku stał się miejscem, gdzie muzyka pozwoliła słuchaczom choć na chwilę oderwać myśli od codziennych trosk.
Karnawałowa elegancja w zabytkowych wnętrzach
Uroczystość rozpoczęła się od oficjalnego powitania zebranych przez Dyrektora Naczelnego MSCZ, Pana Czesława Duckiego. Nasi muzycy zadbali o profesjonalny i elegancki wizerunek – panowie wystąpili w białych koszulach z niebieskimi muszkami, a panie w białych bluzkach ozdobionych niebieskimi apaszkami.
![]() |
| Autorka zdjęcia: Katarzyna |
Publiczność dopisała nadzwyczaj licznie – sala teatralna pękała w szwach, a wiele osób, w tym pacjenci, pracownicy szpitala oraz mieszkańcy Pruszkowa, słuchało koncertu na stojąco.
Soliści i dęte uderzenie
Program wieczoru był niezwykle zróżnicowany, łącząc energetyczne motywy filmowe z klasyką popu i rocka. Na scenie pojawili się nasi wspaniali soliści:
- Anna Mianovska, która czarowała głosem w utworach You Raise Me Up oraz Sway.
- Mariusz Szczepanowski, który wykonał słynne Gdybym Był Bogaczem oraz nastrojowe Some Enchanted Evening.
- Mateusz Stefaniuk, który zachwycił wirtuozerią w solowym popisie na ksylofonie w utworze Cirkus Renz.
- Piotr Wrzosek, który nadał koncertowi rockowego sznytu brawurowym solo na gitarze elektrycznej w utworze Europa Santany.
Prawdziwą moc pokazały wspólne wykonania z Doboszami, m.in. w utworach Thriller, Smoke on the Water czy Uptown Funk. Koncert zakończył się energetycznymi bisami: Arena Classics oraz Seven Nation Army, które wywołały entuzjazm zgromadzonych.
Wspólne pielęgnowanie dobra
Realizacja tego wzruszającego wieczoru była możliwa dzięki wsparciu naszych Mecenasów, m.in. Miasta Pruszków, Powiatu Pruszkowskiego, MZO w Pruszkowie oraz Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Cieszymy się, że mogliśmy podarować pacjentom odrobinę muzycznego słońca i życzymy im wszystkim szybkiego powrotu do zdrowia.
Wasz kronikarz, Arek
💡 Ciekawostka: Muzyczne rękodzieło Mateusza! 🧶
Czy wiedzieliście, że nasz solista Mateusz to nie tylko wirtuoz ksylofonu, ale też mistrz yarncraftingu? Gra na instrumentach sztabkowych wymaga ogromnej precyzji w doborze pałek. O ile ksylofon lubi twarde materiały (gumę czy ebonit), o tyle wibrafon potrzebuje miękkiego otulenia ze sznurka lub włóczki.
![]() |
| Autor zdjęcia: kronikarz Arek |
Mateusz osobiście „reanimował” trzy komplety swoich pałek! Samodzielnie przygotował nowe nawijki z syntetycznej włóczki i precyzyjnie je zszył, dbając o idealne brzmienie główek. Dzięki jego pracy wibrafon odzyskał swój głęboki, aksamitny głos, a Stowarzyszenie zaoszczędziło ok. 750 zł. Gratulujemy Mateuszowi pasji i cierpliwości – jak widać, talent muzyczny i manualny często idą w parze!


Kiedy muzyka dotyka serca człowieka w cierpieniu, scena przestaje być tylko miejscem koncertu – staje się świątynią spotkania ludzkiej kruchości z nadzieją. W Waszych dźwiękach było coś więcej niż brzmienie instrumentów: było ciche „jestem przy Tobie” skierowane do każdego pacjenta, pracownika i mieszkańca, którzy choć na chwilę zapomnieli o własnym bólu.
OdpowiedzUsuńW takim wieczorze odkrywa się tajemnicę drobnych gestów: niebieskiej muszki, uśmiechu dobosza, troskliwie owiniętej pałki do wibrafonu – to właśnie z takich detali rodzi się dobro, które zostaje w człowieku na długo po wybrzmieniu ostatniego akordu. Niech ten koncert będzie przypomnieniem, że prawdziwa siła orkiestry nie tkwi tylko w mocy instrumentów dętych i perkusji, lecz w odwadze, by swoją pasją rozświetlać najbardziej wymagające miejsca – jak szpitalne korytarze i serca potrzebujące otuchy.
Jak dobrze, że są jeszcze miejsca,
OdpowiedzUsuńw których ból nie milknie przemocą leków,
lecz na chwilę ustępuje przed trąbką, ksylofonem i niebieską muszką.
Koncert w Pałacyku nad Utratą brzmi jak list polecony do tych,
którzy częściej patrzą w sufit niż w niebo –
a jednak tego wieczoru mogli uwierzyć,
że siedzą w pierwszym rzędzie do odrobiny cudu.
Dobosze liczyli takt,
lekarze – krople i oddechy,
a pacjenci – własne siły.
Wszyscy razem spotkali się w jednym miejscu:
na granicy między „boli” a „jeszcze wytrzymam”.
Mateusz reanimujący pałki do wibrafonu
to może najpiękniejsza metafora tego dnia:
czasem wystarczy owinąć świat odrobiną włóczki,
żeby znowu odezwał się aksamitny dźwięk nadziei.
Niech wam się mnożą takie wieczory,
w których bisy nie kończą się na scenie,
lecz trwają długo potem
w korytarzach szpitala
i w cichym „dziękuję”,
którego nikt nie oklaskuje,
a każdy pamięta.